skoczkofanka blog

Twój nowy blog

A moze by tak wrocic … po kilkunastu miesiącach nieodwiedzania starego , niegdys tak czesto odwiedzanego miejsca…
Tyle sie zmienilo. W kazdym z nas.
Szkoda tylko, ze spoleczenstwo ciagle pozostaje takie samo. Nieczule i obojetne. Na wszystko bez wyjatku. No, moze z wyjatkiem wlasnego tylka i brzucha. Coz przeciez jest wazniejsze od napelnienia zołądka i wypchania portfela kasą?
Marni, ideologią ogłupieni mlodzi ludzie. Ci nieliczni. Przeciez dzis juz Was coraz mniej. Nawet wsrod mlodych. Swiat sie starzeje. Ewentualnie Wy jestescie juz za starzy dla swiata. To nie ta epoka, kiedy mlodosc rownała się sile stworczej, napędowi rzeczywistosci. Dzis juz tylko sennosc… sennosc i ignorancja. Ciezko mala iskrą rozniecic pozar wsrod kamieni.

A slonce tak ladnie swieci.

20 komentarzy

Nigdy nie chwytaj się pierwszego wrazenia w stu procentach. Zawsze warto pomyśleć nad innymi powodami zdarzeń. Czesto cos co wydaje sie białe , okazuje sie czarne… CO powoduje zmiany? Moze nasze nastawienie, moze lęki, obawy, albo nadzieje… warto dac szanse, a swiat uniknie nieporozumien… nie warto poswiecac harmonii na łapanie pierwszego z brzegu. Ciesze sie, ze nie wszystko co wydawalo sie szare , pozostało takie.

12 komentarzy

Jestem. Dlugo. Dół minął dawno, ale pojawiaja sie nowe problemy. Nie wiem czy gorsze, ale złe. Nie, nei bede pisac o nich. Tak nie moze byc… i wiem, ze … ehh to musi przeciez jakos sie zmienic… tak byc nie powinno…

Sezon sie konczy w niedziele. Nie poswieciłam chyba ani jednej notki na konkursy skoków… DLaczego? Nie wiem… jakos szybko to iminęło… jakos… tak … nie było kiedy, chyba… Adam wygral ostatnio… jestem szczesliwa, ale ciezko sie cieszyc, kiedy cos ci przestalania radosc… bywa…

>>>

16 komentarzy

Jestem, ale mnie nie ma… i… nie szukajcie mnie, tak chyba bedzie lepiej… dziwne sa dni i choc bywaja sloneczne zawsze w koncu staja sie szare…. nostalgia , nostalgia i jeszcze raz nostalgia… No coz… Chciałam przeczekać i … no ale kiedy bylo dobrze niekoniecznie chciało mi się spędzać tu czas… dziś dzień od rana się nie udał… Rzeczywiście może sobie wmawiam… coś nie wyszło i od razu cały dzień… Ale to chyba taki syndrom buntu… Bo skoro ty mi swiecie tak, to ja tobie też, proszę bardzo! Wściekam się własciwie na wszystko, choć pewnie mało co jest winne… winna jestem ja … z dwóch powodów… zbyt wrażliwa i zbyt hmmm… zbyt wiele sie dzieje…a moje małe ciało nie nadąża za biegiem wydarzeń… Wszystko sie sypie… Wszychstko wchodzi mi na głowę… Niby nie jest źle, a jednak… ciągle coś… Mam wiele , a zarazem wiele tracę… Nie umiem się tak do konca wyprężyć i powiedzieć, ze dam rade, a przy czym nie uronię ani jednej łzy… Nie to, zebym miała się poddać, po prostu… przychodzą chwile zawahania… coraz częściej… potrzebuje powietrza… duszę się, mam ochotę krzyczeć… tylko jak ? Może już zapomniałam? MOże juz nie umiem? Nie potrafie być takim dzieckiem jak kiedyś, które wiodło beztroskie życie i ciągle się śmiało… coraz więcej problemów i coraz więcej smutków… i nie prawda, że nie doceniam tego, co mam, bo jak najbardziej, tyllko… Gdyby tak można było zrobić sobie przerwę w życiu i niech sobie inni zostaną z tym wszystkim… żeby to nie męczyło i nie martwiło, bo przecież część tego to ich sprawa, nie moja, nie ja się do niej pzryczyniłam, częśto nic nie zrobiłam, a wszystko spada na moje uginające się barki… Gdyby tak odejść na pewien czas , a potem powrócić i zobaczyć, jak los się potoczył? Nie wyrabiam się na zakrętach… już nawet takie rzeczy jak brak słońca i niemożność zrobienia paru zdjęć przyprawia mnie o płacz… jestem rozregulowana… Potrzebuję słońca… to niepodobne do mnie, by zimą mieć taki humor… Melancholijność to cecha jesieni.. ale brak światła w zimie też bywa dość duży…
… i jeszcze nie ma wrzosowiska…
Potrzebuję się gdzieś skryć.. gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie, gdzie będę mogła być sama i bezpieczna… nie ma takiego miejsca… Nie natknęłam się nigdy na nie, choć marzę o nim od wielu lat…

23 komentarzy

” Poszedłem po Percy’ego, który siedział przy śpiącej mamie, i opuściliśmy szpital. Na ulicach było cicho, cały świat zamilkł. Pod latarniami zbierały się ćmy, wpadały w kałużę, spłukując sobie pyłek ze skrzydeł. Percy jedną wyłowił, osuszył jej palcem skrzydełka i wypuścił motyla w noc.
- Ich są miliony na świecie, Percy. -Skrzywiłem się z pogardą, patrząc na ogłupiałą ćmę, polatującą zygzakiem parę jardów od nas.
-Ale ona o tym nie wiem, Lyle-powiedział Percy, biorąc mnie za rękę przed przekroczeniem jezdni. „

SZKLANY PTAK
poemat

” I
(…)
„Kraju drżący jak wzdęty ul,
kołysany w kołysce jaśminów,
skąd to w trumnach pulsujących pól
czarne kukły twych spalonych synów?

Czemu chleba przekrojony bochen
tryska w górę płaczem czy krzykiem?”

II
Z chmur i z lądów magowie
szli do ziemi bogatej i smutnej.
Na dostałych pól złotogłowie
kładli ręce i zaklęte lutnie.
Odczarować chcieli ziemię przeklętą,
od spalonych serc jak trwoga-czarną,
i wyzwolić chiceli na pół świętą,
a na pół już chyba umarłą.

I budzili ją w pszenicznym słowie:
„W imię Boga, ziemi, odpowiedz!”

I budzili ją w słowie światła:
„Kto cię zatruł ziemio nieodgadła?”

I budzili ją w słowie ognia:
„Czemu spalasz, ziemio, jak pochodnia?”

I budzili ja w słowie trumien:
„Czemu szczęsna być, ziemio, nie umiesz?”

Popękały lutnie magów i kule
z kryształowych strumieni ulane;
zamieniły się słowa w liście,
sucho gasły nad czerwonym łanem.
Ziemia głucha toczyła się dalej
krew, okręty i złote fale. ”
(…)
Mówił Miłun: „Oto ptak,
szklany ptak zwycięstwa,
kiedy śpiewa pieśn-to pieśń jak znak,
kiedy zbraknie serc- to pieśń jak klęska”.

Mówił Miłun: „Oto natęż słuch,
kraju piękny, odsłoń jasną twarz,
gdy usłyszysz-to tysiącem głów,
gdy usłyszys-to już moc swą znasz”.

Wtedy śmiech rozwalił łunę blasku,
z ciżby wyszedł olbrzym i uderzył,
aż gwiazdami sypnął po piasku
odgłos skrzydeł. Był wieczór. Ptak nie żył.
(…)
Jakże teraz z stłuszonego szkiełka
wstanie siła jak orkan wielka?
(…)
Został Miłun-korzeniami wrósł
w ziemię swoją płynącym moddrzewiem
i stłuczonym sercem grobom ust
błogosławił zielonym śpiewem.
(…)
Płyńcie w trumnach wieków i epok,
przywiązani jak trupy do ziemi,
aż spopielą się wam oczy ślepe,
a z popiołów powstanie feniks”.

A wreszcie rzekł Bóg : << Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. NIech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym , nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! >>
Stworzył więc Bóg czlowieka, na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich : << Bądzcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili całą ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście p-anowali nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzetami pełzającymi po ziemi. >> I rzekł Bóg: << Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno na całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa podniebnego, i dla wszystkiego co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona>> . I tak się stało. A Bóg widział, ze wszystko, co uczynił było bardzo dobre. ”

A wreszcie rzekł Bóg – wg Biblii chrzescijanskiej wszystko , co sie stało – stało się na jedynie jedno słowo Boze. Jego wszechmoc pozwoliła na wytworzenie swiata pozornie idealnego.A Bóg widział, ze wszystko, co uczynił było bardzo dobre. Zaznacza i uwidacznia to, iż planem Boga bylo stworzenie dobrych rzeczy i istot żywych. Poczatkowo ez, wszystkie były dobre, wiec Pan mógł się czuć spokojnie, bo stworzył to, co chciał, na swoje podobienstwo.Błogosławiąc wszystkie istoty żywe dał im takie samo prawo do rozmnazania się, aby ich liczebnosc na ziemi była zrownoważona, aby wszystko działo sie w harmonii, bez zadnych zaburzen. Całe stworzenie otrzymało takie samo prawo do szcześcia , do wolnosci, do zycia i korzystania z dobrodziejstw natury. Jednak- Po co Bóg stworzył świat? Pytanie to zawsze nurtowało niejednego z nas. Odnalezc odpowiedz na nie jest praktycznie niemozliwym.. ba! obyloby sie nawet bez słowa „praktycznie” , bo przeciez w gruncie rzeczy to nikt z nas tego nie wie. Mozemy jedynie snuć hipotezy na ten temat, beda one jednak do samego konca jedynie naszymi niesmiałymi domysłami, teoriami, wyobrazeniami. Niczym więcej. NIe oznacza to jednak, ze nie warto probować. Trzeba szukac odpowiedzi, na dreczace nas pytania, bo inaczej zylibysmy bezmyslnie, bez swoich pasji, bez ideałow, bez wyksztalconego systemu wartosci, godzac sie z tym co jest, nie probujac wniknąc w tego istote, nie starajac sie poznac przyczyn. Padło hasło , ze świat powstał dla człowieka. Miał on podobno pełnic funkcję gospodarza, dobrego opiekuna , pasterza wszystkich innych stworzeń. Miał niejako sprawowac rządy i pilnować porządku wsród kolejnych lat życia. Powstały na obraz Najdoskonalszego stanowił Jego obraz, jego przedtswenie na ziemskim padole. Wymarzona historia na opowieść zycia… zycia, ktore wkrotce wymyka się spod kontroli. Toczy się, niczym brazylijska telenowela , w ktrej nikt nie wie o co chodzi, kto wie, czy nawet sam chrzescijanski Bog (zaznaczam to słowem „chrzescijanski” , poniewaz sama troche inaczej rozumiem imie Boga i nie uwazam Go za osobę, ale o tym innym razem moze) . Jak wspomniałam wczesniej osobnik , zwany człowiekiem to synonim „opiekuna” , ale czy na pewno? Tego juz nie bylabym taka pewna… Dobry pasterz… nazywanie tak, ktoregokolwiek z nas wydaje sie byc smieszne (pomijam niektore nieliczne wyjatki) , czasem wrecz pachnie hipokryzją… czy którys z nas w tej chwili bylby gotow odrzuc wszystko i opiekować się swiatem? Stanowczo odpowiem „nie”. Nie jestesmy nawet w stanie , majac to wszystko zadbac o swiat chocby w niewielkiej czastce , a co dopiero poswiecic mu sie całym sobą. Nie pracujemy na jego poprawę … ale …smiem twierdzic- niszczymy go i to w sposob systematyczny, raz bardziej , raz mniej drastyczny, przewaznie w bardziej. Marnujemy to , co otrzymalismy, nie baczac na to, ze przyszlym pokoleniom bedzie coraz trudniej.Ale przeciez co nas to obchodzi, jestesmy ludzmi terazniejszosci, ludzmi dzisiaj i jutra, nie ludzmi wybiegajacymi myslami dalej niz poza najblisze czasy. Jesli zapas slodkiej wody sie wyczerpie, to przeciez nie za naszego zycia. Jesli pwoeikszy sie dziura ozonowa do tego stopnia, ze bedzie to zagrazac naszemu zyciu to to juz nie bedzie ansze zycie, nas juz tu nie bedzie..Naszym jedynym celem jest wzbogacanie sie i troska o siebie samych. W gruncie rzeczy to nie potrafimy sobie odpowiedziec na pytanie, po co tu jestesmy. NIe myslac o tym dązymy do niewiadomo jakich bogactw , do kariery, sławy. Nie rozgladajac sie na boki, czesto z klapkami na oczach. Widzac tylko siebie i ewentualnie wąskie grono najblizszych nam osob. Nie wspominajac o tak niegodnych uwagi stworzeniach jak „nie ludzie”. Wszelkiego rodzaju cyrki, hodowle , rzeznie i tego pokroju rzeczy nie zapewniaja zwierzatom nawet „godnych” warunków nie mowiac juz, ze w porownaniu do naszych czasami beznadziejnie glupich potrzeb to przedstawiaja zycie baaardzo duzo ponizej przecietnej zwyklego mieszkanca globu. Nawet patrzac z grubsza na wyzej przepisany fragnet Pisma łatwo dostrzec cytat Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno na całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.. To jeszcze bardziej powinno , szczegolnie tych WZOROWYM katolikom uswiadomic, ze zwierzeta nie zostały nam dane do ich maltretownia dla wlasnych potrzeb, do zabijania, do jedzenia i tym podobnych rzeczy. Do jedzenia otrzymalismy produkty roslinne , zbozowe i tym podobne. Nie ma mowy o mięsie… Zreszta przykazanie „Nie zabijaj” mowi samo za siebie. Zabic mozna istote zywą, a wiec zwierze takze nia jest. Jakze wiec Katolik , czy Chrzescijanin moze zabijac… czy chocby posrednio uczestniczyc w tym rytuale? Przyznaje sie, ze sama tez w tym uczestniczylam, kupujac i jedzac mieso, ale dopiero etraz, kiedy przestala je jesc zauwazam, prawdziwa istote tego. Dopiero teraz widze, ze jedzenia miesa jest… niehumanitarne, moim zdaniem. Tymbardziej, ze usprawiedliwic mozna by to bylo ewentualnym glodem, ale dobrze wiemy, ze głod nie zmusza nas do jedzenia miesa. Białko w nim zawarte tez nie usprawiedliwia tego, soja chociazby zapewnia to samo, smakuje prawie identycznie, wiec zwierzeta zabijamy na marno… my ktorzy mielismy byc ich opiekunami… Czy dobry rodzic zabija swoje dziecko? czy zabija kogos kogo ma pod opieka? To taki temat do przemyslenia. Nie sadze, abysmy jako spelniali swoim zachowaniem wole Boga. Swoja droga to zastanawiajce , albo nie jest on tak wszechmogacy jak Go przedstawia Biblia, albo cos Mu nie wyszło. Albo raczej tak jak ja uwazam, jest On po prostu siłą dobra, tym, co pozytywne, ale nazwane przez ludzi imionami Allacha, Jahwe, Budde, Pana Boga itp…. tym co, nas prowadzi przez zycie dzieki tzw sumieniu, jak mi teraz wpadlo do glowy byc moze inaczej nazywanemu ANiolem Strozem. Wracajac do tematu, to skoro ziemia jest dla nas to po jestesmy MY? Czy tylko po to, by posiedziec sobie na tej ziemi , a potem umrzec i co? I nic? Bez sensu. ALe skoro zycie jest tak krotkie to nie moze byc ono chyba punktem docelowym? W takim razie po co dązymy do tego wszystkiego? PO co nam osiagniecia techniki, nauki, kultury. Po co zdobywanie terytoriow, po co bogactwo, po co w ogole cokolwiek co robimy? W gruncie rzeczy to czynimy to po to, by bylo nam latwiej i przyjkemniej, mniej nudno. ALe skoro musimy sobie jakos ten czas tutaj zajmowac roznego typu rzeczami to oznacza, ze jest to forma czekania na cos. Tylko na co? Opowieść o bramie do Niebia , przy ktorej stoi sobie swiety piotr, gdzie zamiast ziemi sa rózowe chmurki, a aniołki fruwaja sobie w blekitnych sukienkach nie przekonuje mnie za bardzo… teoria, ze Niebo to czas ogladania Boga i wiecznego szczescia gdzie nie ma czasu, jakos nie napawa mnie entuzjazmem… nie rozumiem jej za bardzo. Natomiast wizja , ze dalej nie ma nic… napawa mnie lekko mowiac trwoga.Skoro nic nie ma dalej to cholere tu istniejemy? Swiat nie jest dobry, juz dawno przestał byc… Albo moze inaczej… swiat jest dobry, a bynajmniej byl, tylko ludzie go popsuli… tak, jak dziecko psuje zabawke, tylko ze w bardziej brutalny sposob. Moja obecna ksiazka od historii mowi :”Mimo , ze lduzie posłuhuja sie coraz doskonalsza technika i sa coraz lepiej zorganizowani, nie stali sie lepsi niz ich przodkowie. Sa od nich po prostu sprytniejsi zarowno w czynieniu dobra , jak i zła.” … Jaki sens ma cala nasza religia? Przeciez wymyslilysmy ja my- ludzie. Ale tracac nad nia kontrole i powerzajac ja innym-duchownym sami zaplatalismy sie w labirynt nie do przejscia. Uwiezilismy sie w tym, co mialo nam pomagac wierzyc, tymczasem niewoli nas i nie pozwala odetchnąc. Religia -zamiast nam pomagac, buduje bariery miedzy nami. Idealny przylad to wojny o religie, wojny w imei Boga. Czy chociazby nietolerancja. To przeciez w imie religii nie tolerujemy homosexualizmu. (pomijajac fakt, ze ksieza chca nas nauczyc nietolerancji takiego zjawiska jak np antykoncepcja czy masturbacja, ktora defakto jest u wiekszosci ludzi zaspokojeniem naturalnych potrzeb, takich jak glod czy pragnienie…. no nie oszukujmy sie, ani nie chowajmy za maską cnotliwego wstydu, ale tak jest… nie u kazdego, ale u sporej czesci… i mi to jest krotko mowiac obojetne. ) Wracajac do homosexualizmu to przeciez kosciól wmawia nam, ze jest to choroba psychiczna, cos złego , cos nienaturalnego. Niby czemu? Dlatego, ze jest ich mniej niz takich jak my? Juz kiedys to mowilam, powiem jeszcze raz „Piasku tez jest wiecej niz diamentow, a to wcale nie znacza, ze jest drozszy…” Zreszta we mnie kosciol nie budzi zadnego zaufania. Glownym powodem mojego oddalenia sie od niego bylo mieszanie sie do polityki. A przeciez BOG to nie POLITYKA wiec jaki ma to zwiazek? Dlatego odeszłam. Jesli ktos chce robic dwie odmienne rzeczy to zadnej nie zrobi dobrze. Podziekowałam. A teraz mały przykład :
„Benedykt XVI polityczny
Pod rządami nowego papieża Watykan śmiało wkracza w świat polityki
Benedykt XVI oczekuje od katolików respektowania nauki Kościoła również w polityce i przy urnach. (…) Juan Carlos II naraził się Stolicy Apostolskiej, podpisując ustawę o małżeństwach homoseksualnych. Kościół i sam Benedykt XVI do końca oponowali przeciwko pomysłowi socjalistycznego rządu. Katolicy zorganizowali w Madrycie półmilionową demonstrację, a gdy ustawa przeszła, ostatnią nadzieją pozostał monarcha. Mógł odmówić złożenia pod nią podpisu. Zachowałby się jak belgijski król Baudouin przed 15 laty, kiedy nie podpisał legalizacji aborcji.

Juan Carlos nawet o tym nie myślał. – Jestem królem Hiszpanii, a nie Belgii – powiedział w maju. Rozczarował otoczenie papieża. – Rodzina królewska ukrywa swoją wiarę i praktykuje ją tylko wtedy, kiedy wypada – zacytowała jedna z gazet anonimowego watykańskiego oficjela.

Jan Paweł II przyjmował Juana Carlosa 15 razy. W latach 80. Watykan miał do niego pretensje o podpis złożony pod ustawą legalizującą aborcję, ale nie traktował go z tego powodu jak pariasa. Zachowanie Benedykta XVI wskazuje, że katolicy nie będą mogli dłużej rozdzielać polityki od religii, a papież będzie od nich oczekiwał konsekwencji – również w życiu publicznym i politycznych wyborach. Kościół przechodzi tym samym do politycznej kontrofensywy, a Benedykt XVI nie zamierza ograniczać się do apeli i milczącego sprzeciwu wobec aborcji, eutanazji, małżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci przez pary tej samej płci.”
Krotki fragment, bo nie chce dluzej przeciagac, choc napisalabym na ten temat o wiele wiecej. Chce tylko podsumowac, ze kosciol, ktory mial uczyc MILOSCI uczy NIETOLERANCJI i NIENAWISCI. A katolicy zapatrzeni w swoja IDEALNA wiare organizuja bezmyslnie jakies demonstracje przeciwko rzeczom , ktorych ich tepe umysły nie sa w stanie zrozumiec. Zadufani w swojej dobroci nie dostrzegaja, ze ludzie, ktorzy maja inna iorientacje sexualna sa tacy sami jak oni, nie sa ani chorzy ani inni. Maja prawo zyc tak, jak chca. A gdyby ktos nas chcial na sile zmienic z hetero na homo? Nie byloby to przyjemne, ale moze ktos by w koncu zrozumiał… Dlaczego nie potrafimy patrzec oczami serca? Dlaczego sluchamy i postepujemy tak, jak nam każą… jak nam każe ktos, kto chce nami manipulowac i nie pragnie wcale naszego dobra…. nie umiemy byc bezinteresowni…

swiecie, przepraszam….

„pokaz im w oczach otwartych niebiosa, az do błękitu dusz i jeszcze dalej”

bernardyn.jpg

Zadna notka podsumowujaca nie przejdzie mi przez gardło… chyba, ze za jakies pare tygodni… choc te wakacje duzo mnie nauczyly i duzo mi dały, nie chce mowic o nich w czasie przeszlym, bo wiele spraw, ktore sie zaczely trwac beda i w zasadzie tak, jakby przedluzały zywot tym wolnym cieplym miesiacom… nie ma konca wakacji. Zycie jest piekne, a niebo jest tak blisko :) I Choc nie zawsze rozumiem zarowno to pierwsze, jak i to drugie, jestem dobrej , pokojowej mysli. Wiem, ze radosc jest lepsza niz smutek, ale wiem tez, ze łzy sa czasem potrzebne. Wiem, ze slowo znaczy wiele i mozna nim duzo zdzialac, oczywiscie o ile ktos umie sluchac i chce sluchac. Czyn… hmm, czyn choc wywiera wieksze wrazenie to ostatecznosc do jakiej uciekaja sie tchorze i bezmozgi, nie umiejace rozmawiac… Nie ulegajac agresji zawsze jestes górą.. choc czasem az sie prosi , zeby komus dołozyc… (cicho! Pacyfko tego nie slyszalas :P )

Jasna koszula w niebieskie paski…
Czarne spodnie…
Sniezno-białe włosy…
Niesamowicie niebieskie oczy….
Pelna zmarszczek skóra…

Wiem, ze to nie przypadek, bo nic nie dzieje sie bez potrzeby… Wiem, ze to dlatego wrocilam wlasnie wczoraj… ze dlatego polozylam sie spac bardzo pozno, by znowu odsypiajac podroz wstac dzis okolo 13.30 … wiem , ze to wlasnie dlatego, by wyjsc z psem o tej porze i Go spotkac…
Znow wszystko dzieki psu….
Przywitali sie i zaczela sie , niedluga dzis, rozmowa… Z poczatku bagatelka, o psach…. To nic, ze momentami ciezko bylo mi doslyszec niektore slowa… Poprosze, by opowiedział mi to dokladniej … Juz tracilam nadzieje, ze spotkam kogos takiego… bylo jednak zapisane… dziekuje, ze tacy ludzie jeszcze są… dziekuje, ze potrafia jeszcze smiac sie i zartowac… dziekuje… i czuje sie zobowiazana przeprosic za niewdzieczne pokolenie…

słuzba w AK …
4 lata w radzieckim obozie….

kwiaty_08.jpg

71 komentarzy

Hmmm, fotek nie dodałam, bo jakos tak mi sie nie chcialo, a na samo przypomnienie koncertu mam motylki w brzuchu :D Za rok sie tam pojawie, albo… no nie wiem :P ale musze :P chyba sie uzaleznilam.
Nic tylko załować, ze od tych wspaniałych miejsc gdzie tak czesto odbywaja sie koncerty mieszkam tak daleko… gdybym sobie byla w takim dajmy na to Chorzowie to nawet nie majac na bilet moglabym isc i posluchac a tu? ehh Ketrzynskie lato, taK?
No ale na Ketrzynskim Lecie tez sie dzieje, bo prowadzimy w 5 osob akcje ratowania zwierzat cyrkowych i zbieramy podpisy na petycje przeciwko ich męczeniu… praca meczaca na dluzsza mete… Jedna petycja- 110 podpisow jest juz zapelniona :) Chlopaki i dziewczyny maja juz na swocih po 20 czy 30 podpisow wiec mam nadzieje, ze jakos nam sie uda dopomoc Empatii i zwierzakom… cgetnych zapraszam do przylaczenia sie -niekoniecznie do nas, ale np. do organizowania czegos takiego w innych miastach :>

W zasadzie to chyba tyle na dzis, bo mnie tak drastycznie opuscila wena, ze najchetniej to bym te wypociny skasowala… ehh


  • RSS